
Już tylko godziny dzielą nas od kolejnej odsłony Świętej Wojny, czyli odwiecznej rywalizacji radomsko-kieleckiej zdecydowanie wykraczającej poza aspekty wyłącznie sportowe. Historia animozji pomiędzy dwoma zwaśnionymi miastami jest długa i szeroka, a kulminacyjne punkty eskalacji napięć nadal są wiecznie żywe i odczuwalne w dniach meczowych pomiędzy Radomiakiem, a Koroną.
Losy Zielonych przecinały się ze Złocisto-Krwistymi niemal nieodłącznie w latach 80-tych i 90-tych XX wieku. Wówczas oczywiście spotkania rozgrywano również w niższych ligach, bo oba kluby po raz pierwszy spotkały na najwyższym szczeblu rozgrywek w 2022 roku.
Zaledwie dwa lata wcześniej Warchoły i Scyzory spotkały się w pierwszej lidze i tak naprawdę był to powrót rywalizacji po piętnastu latach, bo w 2005 roku drogi obu ekip rozjechały się na dobre. Korona awansowała do Ekstraklasy, w której grała niemal regularnie do czasów pandemicznych. Przez półtorej dekady piłkarze z Kielc z elitą rozstali się zaledwie raz, gdy w 2008 karnie zdegradowano ich piętro niżej za grzechy korupcyjnego procederu, za który przyszło im zapłacić. Radomiak z kolei przeszedł wyboistą i krętą drogę do obecnego miejsca, która wiodła nawet przez IV ligę. Przez te długie lata rywalizacja trochę przygasła, była raczej elementem wspomnień starszego pokolenia, Korona toczyła zacięte boje na trybunach z krakowską Wisłą i to dla kielczan były starcia, które najmocniej elektryzowały tamtejszą społeczność.
W roku 2020 Korona opuściła szeregi Ekstraklasy, a Radomiak po nieudanym finale baraży z Wartą Poznań budował niemal nowy zespół na kolejny sezon na zapleczu. Do spotkania pomiędzy zwaśnionymi obozami doszło w grudniu tegoż roku, ale ze względu na covidowe obostrzenia mecz rozegrano w Kielcach przy pustych trybunach, gdzie radomianie ograli przeciwników 2:0. Mecz rewanżowy, który kończył pamiętny sezon 2020/21 również rozstrzygnięty został na korzyść Zielonych w takich samych rozmiarach. To właśnie po tych zawodach Radomiak świętował powrót do Ekstraklasy po trzydziestu sześciu latach. Korona wróciła do niej rok później po ograniu Chrobrego Głogów w finale baraży.
Od 2022 roku rywalizacja toczy się zatem regularnie, ale jest ona wyjątkowo niekorzystna dla zespołu znad Mlecznej. Na cztery ostatnie pojedynki Korona wygrała aż trzy, a raz padł remis. Nikt w Radomiu zatem specjalnie nie ukrywa, że miejscowi chcą przerwać tę niekorzystną serię, a trenerem, który to zapewni ma być Bruno Baltazar. Portugalski trener trzy tygodnie temu uczynił to z Cracovią i wszyscy mają nadzieję, że i Koronę uda się odczarować. Mariusz Lewandowski, Constantin Galca i Maciej Kędziorek tego nie uczynili, więc zadanie proste z pewnością nie będzie, ale jak to śpiewała niegdyś Anna Jantar “Nic nie może przecież wiecznie trwać…”
Skupiając się na aktualnej dyspozycji sportowej obu zespołów z pewnością należy zauważyć, że widać po Koronie rękę trenera Jacka Zielińskiego. Kielczanie zaczęli sezon bardzo przeciętnie, a doświadczony szkoleniowiec szybko zaczął punktować wprowadzając trochę więcej dyscypliny w defensywie i to chyba klucz, który zapewnił ostatnie rezultaty. Goście tego pojedynku pod wodzą byłego szkoleniowca Pasów zdobyli osiem punktów, a na ten bilans składa się: porażka z Cracovią, remisy ze Śląskiem i Puszczą oraz zwycięstwa ze Stalą i Zagłębiem. Jeśli chodzi zaś o sytuację kadrową, to w Radomiu zabraknie kontuzjowanych od dłuższego czasu Nono, Marcusa Godinho oraz Mateusza Czyżyckiego. Powoli do treningów wraca Dominick Zator, ale wątpliwe, by zagrał on w Świętej Wojnie. Korona z pewnością będzie potężnie zmobilizowana i świadoma tego, co czeka ją w Radomiu. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że stadion przy ul. Struga 63 ma doskonałą akustykę, a jego wypełnienie i fakt, że trwa budowa trybun za bramkami, a co za tym idzie także sektora gości sprawia, że zespół Korony w Radomiu będzie zdany samemu sobie. Radomiak natomiast po zwycięstwie z Cracovią i dobrym spotkaniu znowu rozbudził nadzieję swoich kibiców i choć mecz w Gdańsku finalnie zakończył się porażką, to można z niego wyciągnąć jednak pozytywne fragmenty, po których stworzono sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia gola, ale problemem okazała się skuteczność i to właśnie finalizacja akcji ma być w Świętej Wojnie na wyższym poziomie. Trudno bowiem oczekiwać punktów, gdy nie wykorzystuje się kluczowych momentów. Radomski obóz wysyła sygnał, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne to spotkanie dla lokalnej społeczności. Dokładnie tak samo, jak mówili poprzednicy Bruno Baltazara, ale tym razem ma być inaczej. Jeśli chodzi o sytuację kadrową Zielonych, to w piątkowy wieczór na boisku na próżno będzie raczej szukać Vagnera Diasa i Capity Capemby. Możliwe, że pojawią się natomiast wracający do zdrowia Roberto Alves i Luizao.
Nie ma natomiast wątpliwości, że w Radomiu miejsce będzie miało wyjątkowe widowisko pełne determinacji, agresji i wrzawy. Na te mecze po prostu się czeka, wypatruje w terminarzu, bo to to zarówno dla radomian i kielczan część wspólnej rywalizacji i nieodłącznej historii. Przed spotkaniem nie sposób, by nie pojawiało się w głowie pytanie: Czy Radomiak wreszcie pokona Koronę w Ekstraklasie? Chyba najwyższa pora.

