
Życie, życie jest nowelą, raz przyjemną, a raz wrogą – tak jednen ze swoich utworów komponował Ryszard Rynkowski i gdy spoglądam na Radomiaka w bieżącym sezonie, to nachodzi mnie właśnie taka sinusoidalna refleksja. Dlaczego? Przypominam sobie listopad i grudzień, czyli miesiące, w których aplikowaliśmy po kilka sztuk w meczu tak, jak z Cracovią i Górnikiem nieśmiało myśląc, że w tej kampanii rozgrywek zagramy o coś więcej. Teoretycznie to się nadal może wydarzyć przy płaskiej tabeli, ale patrząc realnie różowe okulary powinniśmy odłożyć już tak z trzy tygodnie wstecz.
Mierzyć siły na zamiary to ogólnie pozytywna cecha, która bardziej oddaje stan faktyczny, choć przecież górnolotne ambicje są zrozumiałe, bo przecież każdy, kto coś robi, chce wykonać to porządnie, a nie popadać w marazm. Nie chcę kreślić dziś czarnych scenariuszy, bo osobiście mimo, że zawsze staram się spoglądać realnie na perspektywę, to dostrzegam tutaj pozytywy, które być może uda przekuć się w coś dobrego. Jednak nie będą to europejskie wojaże, a standardowo po prostu pragmatyczne utrzymanie.
Wydawało się, że po bardzo mocnym wejściu Goncalo Feio możemy zakręcić się nawet w okolicach czterech-pięciu zespołów otwierających ligową tabelę na koniec sezonu. Przepracowana zima miała być bezcennym czasem, w którym uda wypracować się pewne automatyzmy, dzięki którym zielone paliwo z domieszką werwy aplikowane przez krnąbrnego Portugalczyka wyprzedzi sporą część konkurencji przed dojazdem do mety, ale tak się nie wydarzy. Owszem, za kierownicą za chwilę znów zasiądzie kierowca z tego samego kraju, który już u nas był, ale to nie tego miałem tutaj na myśli. O samym Bruno Baltazarze później jeszcze wspomnę, jednak trzymając się chronologii, ciężko wytłumaczyć skąd aż takie problemy z inkasowaniem trzech oczek w tym roku. Kadra zimą przecież nie została osłabiona, dołożono do niej też jakościowego Luquinhasa, bo o Soumahu to ciężko powiedzieć dziś coś bardziej pozytywnego. Odejście bezcennego Capity też nastąpiło trochę później, więc naprawdę nie było jakiegoś sportowego tąpnięcia. Owszem, ważnym czynnikiem była kwestia fatalnej murawy po zimie, ale zrzucanie wszystkiego na karb nawierzchni przy Struga to zbyt duże uproszczenie zwłaszcza, że w Niecieczy i Gliwicach do dyspozycji piłkarzy był prawdziwy dywan. Jedno zwycięstwo to zdecydowanie za mało nawet, jeśli początek przygotowań do wiosny miał miejsce pod balonem ze sztuczną nawierchnią.
Dzisiejszy paradoks polega na tym, że Radomiak może z ligi spaść…z najmocniejszą i najkosztowniejszą kadrą w swojej historii. To aberracja, ale takie mamy realia wyrównanej ligi, o czym znacząco przekonuje się choćby Widzew. Spadek byłby prawdziwą katastrofą dla Radomia. Przede wszystkim finansową, po której nie mam pewności, czy udałoby się to nawet iluzorycznie spiąć. To wszystko w momencie, w którym funkcjonuje Centrum Treningowe z prawdziwego zdarzenia oraz oddany kompletnie stadion z czterema trybunami i długo wyczekiwanym sektorem gości.
Z niepokojem spoglądam zatem Struga 63, na zamieszanie związane z odejściem Feio, powierzenie zespołu Kiko Ramirezowi, a następnie szybkie wycofanie się z tego pomysłu. Szybkie, ale jednak koniecznie widząc postawę Zielonych w Gliwicach i wybory personalne Hiszpana, który jest chyba już po drugiej stronie trenerskiej rzeki. Sporo nerwowych ruchów, niepowodzenie z Tomaszem Kaczmarkiem, negocjacjami z Bredą i powrót do wariantu z niedalekiej przeszłości. To wszystko sprawia, że Radomiak słusznie postrzegany jest jako potencjalnie zagrożony w walce o utrzymanie. Tę misję pozostania w elicie ma zrealizować doskonale znany w Radomiu Bruno Baltazar i widziałem sporo negatywnych emocji po informacjach o jego angażu. Obawy są zawsze, a niepewność, gdy grunt jest mniej stabilny w takim momencie sezonu także nie wydaje się być irracjonalna.
Przyznam, że nie jestem zwolennikiem powiedzenia, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Tak naprawdę bowiem woda w tej rzece nigdy nie jest taka sama. Dokładnie jak dekikatnie inny materiał ludzki, z którym będzie pracował Baltazar. Nie ma wątpliwości, że będzie miał do dyspozycji lepszych piłkarzy, niż ci którymi kończył swoją pracę w pamiętam meczu we Wrocławiu. Zresztą zawsze, gdy patrzę na chłodną ocenę danego trenera w Radomiu, to patrzę na skład, kogo miał do dyspozycji, gdzie ci piłkarze wylądowali po opuszczeniu klubu i gdzie są dziś i nie są to wnioski optymistyczne. Plusem Bruno jest to, że zna środowisko, z większością zawodników pracował i nie będzie potrzebował tutaj aklimatyzacji. Zostało osiem meczów, może nie finałów jak górnolotnie oceniał to Ramirez, ale wbrew pozorom to tyle, że nie jest to jakaś rozpaczliwa próba reanimacji.
Wierzę, że jakość weźmie górę w połączeniu z warsztatem i znajomością ligi oraz zespołu Baltazara. Kluczem będzie przede wszystkim ambicja, mobilizacja i wspólny kierunek. Myślę, że nas wszystkich. Mediów, kibiców, ludzi o zielonych sercach skupionych wokół klubu. Liczę zatem, że w tym newralgicznym momencie(tak, może i faktycznie kolejnym), ale niezwykle istotnym dla przyszłości staniemy po właściwej stronie i wypełnimy stadion podczas najbliższego meczu z Motorem. Trzy punkty są absolutnie koniecznie i tak, jak nie moją rolą jest nakręcanie sprzedaży wejściówek, bo od tego są ludzie, którzy tam pracują, tak każdy powinien dołożyć swoją zieloną cegiełkę do zielonego muru, który utrzyma nas w Ekstraklasie. Kolejne pokolenia czekały na nią po prostu zbyt długo, by ją teraz oddać.


Moim zdaniem bardzo wywazony, rzeczowy artykul przedstawiajacy powage aktualnej sytuacji Radomiaka i ukazujacy ogromne negatywne skutki po ewentualnym spadku z Ekstraklasy.
Jako mieszkajacy poza Radomiem sympatyk Radomiaka obserwuje przez ostatnie 5 lat ogromny rozwoj organizacyjny i sportowy Klubu z ogromnym wkladem do rozwoju ogolnopolskiej pilkl noznej. Gdyby taki rozwoju klubu i wklad do poziomu sportowego mial miejsce w kraju w ktorym mieszkam, stalby sie Radomiak modelem wzorcowym w rodzimym srodowisku pilkarskim.