
W dniu dzisiejszym porozmawiamy z ciekawym kibicem. Pan Ryszard pomimo tego, że mieszka w województwie świętokrzyskim, od lat jest wiernym kibicem Radomiaka.
Proszę opowiedzieć, kiedy zaczęła się Pana przygoda z Radomiakiem?
Tak naprawdę zaczęło się to dość nietypowo i niespodziewanie. W 1982 roku rozpocząłem naukę w Zespole Szkół Budowlanych w Radomiu na ul. Kościuszki 5, na kierunku Dokumentacja Budowlana pod kierunkiem wspaniałej wychowawczyni śp. Krystyny Dzierżanowskiej i zamieszkałem w sąsiadującym internacie na ul. Kościuszki. Piłkę nożną zawsze uwielbiałem i grałem jako dziecko w szkole podstawowej (mieszkam w miejscowości pomiędzy Iłżą, a Starachowicami). Obok “budowlanki” był stadion Broni Radom i tam wybrałem się na mecz wiosną 1983 roku, grali wtedy w II lidze i wyglądali słabo, przegrali. Po tym meczu od kumpli z Radomia dowiedziałem się o meczu Radomiaka na Struga. Wybrałem się tam z kolegami na mecz z Motorem Lublin, który Radomiak wygrał 2:0. Spodobało mi się nie tylko to jak grali. Moją uwagę przykuł gołębnik i głośny doping, którego nie było na Narutowicza.
Postanowiłem spróbować swoich sił i zapisałem się do zespołu juniorów Radomiaka (nie było łatwo, bo byłem już stary – 15 lat i… scyzoryk, nikogo nie znałem), trafiłem na próbę pod skrzydła trenera śp. Jura Zielińskiego. Grywałem na lewym skrzydle. Nie byłem pilnym zawodnikiem i chyba za mało się angażowałem. Opuszczałem trochę treningów. Młodość! Poza tym kiedy był mecze w weekendy musiałem często wracać do domu na wieś do pracy na roli. Pamiętam taki epizod z trenerem, że kazał mi zostać po treningu aby pokopać tylko lewą nogą w taki budynek gospodarczy. Chciałem uciec po paru minutach, a on zaskoczył mnie, że jeszcze jest i skrzyczał, że się lenię. „Po co Ci ta lewa noga?! Tylko się nią podpierasz młody!” Później już trochę lepiej grałem lewą nogą… W klubie nie zostałem, bo nie było zgody rodziców, na pierwszym planie było gospodarstwo rolne.

trener śp. Jur Zieliński
Najpiękniejszy mecz to ten z Widzewem (to była wtedy potęga, grali w Pucharze UEFA), kiedy Zawadzki z karnego strzelił jedynego gola. Było to 7 października 1984 roku – pamiętam dokładnie, bo u nas w parafii było poświęcenie nowego kościoła, a ja pojechałem na mecz, o co mama miała straszne pretensje. Piękny czas z Mrozkiem (tamtejszy Cafu), Sajewiczem, Koszarskim, Zawadzkim, Wojdaszką i innymi wspaniałymi graczami.
W roku 1987 skończyłem szkołę i wróciłem z Radomia do domu. Nadal pilnie śledziłem co dzieje się w klubie. Jeździłem czasami na II ligę, na I ligę (na Struga), a potem już na Narutowicza w miarę regularnie, pomimo niemal 50 km w jedną stronę. Przez ostatnie lata jako karnetowicz jestem niemal na każdym meczu. Od 5 lat jeździ ze mną mój 12-letni syn Paweł, chociaż starsi (32 i 30 lat ) też bywali, ale teraz mieszkają we Wrocławiu. To tyle o początkach.
Mieszka Pan i pracuje w województwie świętokrzyskim, mogłoby się wydawać, że należy tam szukać jedynie kibiców Korony czy KSZO, jednak z okolic Starachowic do Kielc/Ostrowca Św. oraz Radomia jest podobna odległość, więc być może granice administracyjne nie mają tu większego znaczenia. Jak to jest u Pana w środowisku? Z kim sympatyzują znajomi i koledzy z pracy?
Myślę, że odległości nie mają znaczenia. Znam innych ludzi z mojego terenu, którzy też kibicują Radomiakowi i jeżdżą na mecze, może nie tak często jak ja. Znajomi sympatyzują oczywiście Koronie i to zrozumiałe, a ja ją szanuję, bo mieszkam tu w świętokrzyskim. Jednak Radomiak jest na pierwszym miejscu, warto aby Ekstraklasa była obok nas. Chociażby dla “Świętej wojny”. Tylko bez bójek i agresji jak w Kielcach ostatnio. To potępiam podobnie jak wyzwiska. Jeździłem z 7-letnim synem, a tu przekleństwa. Wiadomo, takie prawo kibica, ale to może zniechęcać do zabierania dzieci. Na mecze do Kielc jadę tylko gdy gra Radomiak. Uważam, że warto kibicować, ale kulturalnie. Mój kolega z pracy kibicuje Rakowowi Częstochowa, bo pochodzi z tego miasta, a u nas mieszka. Większość jednak kibicuje Starowi Starachowice, który ładnie sobie poczyna w III lidze.
Czy śledzi Pan poza rodzimym futbolem ligi zagraniczne? Jeśli tak to komu Pan kibicuje?
Tak, śledzę ligi TOP 5, ale szczególnie lubię hiszpańską i angielską. Od lat uwielbiam dwa zagraniczne kluby. FC Barcelonę – byłem z synami na Camp Nou, gdy Barcelona zremisowała z Interem Mediolan 3-3 w Lidze Mistrzów, a Lewandowski strzelił dwa gole. Drugi to FC Liverpool.
Pytam o ligi zagraniczne nie bez powodu. Pewnie zauważył Pan, że w krajach takich jak np. Anglia czy Niemcy kibicowanie zespołowi z innego miasta nie jest wielkim problemem. Rzućmy przykład – jeśli założysz koszulkę Manchesteru United czy City, to możesz bez problemu przespacerować się ulicami Liverpoolu czy Londynu i prawdopodobnie (poza uszczypliwymi komentarzami) nic Ci się nie stanie. W Polsce na dzień dzisiejszy to już nie jest tak oczywiste. Jak Pan myśli, dlaczego? Czy chciałby Pan żeby to się zmieniło?
Tak, oczywiście chciałbym aby to się zmieniło. Marzę, aby kibice drużyn przeciwnych docenili klasę rywala i dostrzegali swoją słabszą postawę danego dnia. Pięknie gdy widzimy obrazki gdy np. kibice Realu Madryt bili brawo Ronaldinho czy Messiemu, a przecież to niemal wojna pomiędzy Katalonią, a Kastylią chociaż oba regiony w Hiszpanii. Bo to tylko i aż … sport. Przegrać należy umieć tak jak w życiu. Sport jest pięknym zjawiskowym dziełem ludzi – to też często artyści i tacy są i byli przecież w Radomiaku. Jeżeli w przeciwnej drużynie ktoś pięknie gra czy cały zespół to doceńmy to, a nie obrażajmy ich zawodników, kibiców, a już nie daj Boże nie doprowadzajmy do bójek, niszczenia stadionów, pociągów, autokarów. Moja kochana żona była na meczu w ubiegłym sezonie na Struga z Piastem (1:1), była pod wrażeniem hymnu, pięknego kibicowania i śpiewu, ale obelgi już jej się nie podobały. To ze słów i mowy czasem niestety rodzi się agresja, szczególnie w tłumie. Ponadto uważam, że mamy nieskuteczny system eliminowania agresywnych osób.
Wróćmy do Radomiaka. Których zawodników Radomiaka z obecnego składu oraz z pierwszego pobytu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym docenia Pan najbardziej?
W obecnej drużynie najbardziej cenię oczywiście Leonardo Rochę, ale także Leo Legendę, Grzesika, Donisa i Michała Kaputa. Jeżeli chodzi o pierwszy pobyt (1984) to Mrozka, Wojdaszkę i Koszarskiego. Jeśli zaś chodzi o sezon 2021/2022 (powrót po 36 latach) to oczywiście Karol Angielski, Leo, Dawid Abramowicz i Miłosz Kozak.

Który mecz domowy oraz które bramki utkwiły Panu najbardziej w pamięci?
Dwa domowe mecze: z Legią Warszawa 3:1 i z Wisłą Kraków 4:2 (z 0:2). Bramki to oczywiście arcydzieła Leo w meczach z Pogonią Szczecin (1:1) i Śląskiem Wrocław (1:1), Leonardo Rochy z wolnego z Lechem (2:1) oraz Dawida Abramowicza z Miedzią Legnica (1:1).
Czy po takim meczu jak ostatnio pozwolił Pan sobie na żartobliwe szpilki w kierunku kibiców drużyny z Kielc?
Tak, oczywiście, było coś w stylu “i kto jest lepszy?”. Wszyscy uznali
w pracy, że Korona nie istniała. Oczywiście przypomnieli mi wiosnę i 0:4 w Kielcach.
Jakie ma Pan oczekiwania od Radomiaka w tym sezonie. Na którym miejscu widzi Pan zielonych na koniec zmagań?
Oczywiście pewnego utrzymania i miejsca w przedziale 6-10. Walka o wyższe pozycje wymaga stabilizacji formy, bo uważam, że poza meczem w Gdańsku wyniki są gorsze od gry. Wyższa pozycja to większe wpływy do budżetu. Bywały błędy w grze, ale to normalne jeśli zespół się zgrywa i są kontuzje. Liczę na miejsce 8.
Może ma Pan jakąś anegdotkę związaną z kibicowaniem Radomiakowi?
Przychodzi mi na myśl pierwsze spotkanie Radomiaka w I lidze z Bałtykiem Gdynia. Mecz był w sierpniu, do Radomia musiałem dotrzeć PKS-em. Ludzi na stadionie było tak dużo, że nie dało się nigdzie usiąść. Ludzie stali nawet na gołej ziemi przed trybunami i za bramkami. Przeciskając się w tym tłumie zauważyłem, że niektórzy weszli na drzewa za gołębnikiem. Dołączyłem do nich, wybrałem jedno z drzew i wszedłem na nie, tam też było ciasno, ale za to było wszystko widać. Pierwszego gola z główki widziałem, drugiego już nie, bo spadłem z drzewa. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba chciałem zmienić gałąź i źle stanąłem, a mój upadek spowodował śmiech innych oglądających. Na szczęście nic mi się nie stało, ubrudziłem tylko spodnie, a gdy je otrzepywałem
z brudu usłyszałem krzyk radości, bo padł drugi gol. Takie to były czasy.
Na koniec proszę powiedzieć jakie zauważył Pan zmiany w Radomiaku od czasu wejścia do Ekstraklasy? Co oceni Pan jako plus, a co jeszcze należałoby poprawić?
Myślę, że sam awans był fantastycznym wydarzeniem i ten pierwszy sezon. Błędem było zwolnienie trenera Banasika, bo i tak osiągnął nie bywały sukces. Później było dużo turbulencji i obaw. Na plus oceniam stadion, akademie piłkarskie (Koniówka) oraz oczywiście atmosferę na trybunach. Do poprawy wydaje mi się transparentność transferów – chociaż tu nie mam wystarczającej wiedzy. Pragnąłbym także aby więcej młodych chłopców – Polaków grało w pierwszej drużynie. Być może to kwestie finansowe, ale młodzieży zawsze szkoda.
Mam jeszcze uwagę na temat, na który sam Radomiak nie ma wpływu. Po obejrzeniu kolejnego magazynu GOL w TVP Sport nasuwa mi się sugestia. Skrót meczu Radomiaka z Koroną był oczywiście pokazany, ale już komentarzy w studiu brak, gośćmi byli Igor Lewczuk i Kuba Wawrzyniak – nawet nie zająknęli o tym meczu. To nie pierwszy raz w tym magazynie. Nie ma równości, a Radomiak wniósł przecież ciekawą mieszankę latynosko-polską do Ekstraklasy i choć teraz nie jest mistrzem Polski i jeszcze nie gra w pucharach, to kiedyś przecież będzie, mocno w to wierzę. Inaczej jest w Canal Plus, gdzie wszystko jest fajnie omawiane przez ekspertów kanału i gości (chociażby Michał Żewłakow czy Kamil Kosowski).
Jeszcze na koniec, marzy mi się aby na stadion Radomiaka wróciła pewna przyśpiewka z lat 80 ubiegłego wieku, której fragment brzmiał mniej więcej tak “gdy strzela Zawadzki, a broni Trzaskowski Radomiak jest mistrzem Polski”. Cudowne to było. Warto coś takiego skomponować.
Dziękujemy serdecznie za poświęcony czas.


