Zakończenie dwunastej serii gier PKO BP Ekstraklasy po raz pierwszy w tym sezonie przypada na Radom, w którym rywalem miejscowego Radomiaka będzie zespół Puszczy Niepołomice. Napisać, że w poniedziałkowy wieczór o godz. 19 nastąpi starcie nie za trzy, a w zasadzie za sześć punktów to jakby w zasadzie nic nie napisać. Sytuacja w tabeli dla jednych i drugich jest na tyle mało komfortowa, że bezpośrednia potyczka przy zwycięstwie da jednym trochę oddechu, a drugich jeszcze mocniej pogrąży w ekstraklasowym maraźmie. Zieloni w dotychczasowych dziesięciu meczach zgromadzili zaledwie dziewięć oczek, a niepołomickie Żubry na swoim koncie zebrały ich osiem, lecz należy pamiętać, że radomianie poprzez przełożony mecz ze Śląskiem Wrocław mają o jedno spotkanie mniej w liczbie rozegranych spotkań. Sytuacja w obu obozach nie jest zatem jakoś specjalnie korzystna i sprzyjająca. Radomiak po ważnym triumfie nad Koroną Kielce i po wyrzuceniu Górnika Zabrze za burtę Pucharu Polski wydawało się, że wychodzi powoli na prostą pod względem punktowania, ale dość niespodziewanie wyłożył się w Lubinie z przeciętnym Zagłębiem, a w pojedynku z rozpędzającym się Rakowem Częstochowa nie miał na tyle argumentów, by nawiązać równorzędną walkę z Medalikami, choć mimo boiskowej przewagi ekipy Marka Papszuna potrafił wypracować sobie kilka sytuacji pod bramką świeżo upieczonego reprezentanta Polski Kacpra Trelowskiego. Zawiodła jednak skuteczność, czyli oprócz plagi kontuzji druga największa bolączka i jedna z przyczyn aktualnego miejsca w tabeli. W piłce jednak chodzi o zdobywanie bramek i sprawienie, by zawsze wpadła ona do białego prostokąta przynajmniej o jeden raz więcej, niż uczynił to przeciwnik. Za samo wykreowanie sytuacji i wrażenia artystyczne nikt punktów nie da i jest to podstawowa kwestia, jeśli chce myśleć się o czymkolwiek. Puszcza Niepołomice z kolei kojarząca się raczej głównie z zagrożenia będącego efektem dopracowanych stałych fragmentów gry w obecnej kampanii nie jest już aż tak nieobliczalna, jak w poprzednim sezonie. Można odnieść wrażenie, że liga trochę nauczyła się zespołu z Małopolski i na dziś drużyny w stawce próbują jeszcze mocniej sypać piach w tryby maszyny trenera Tomasza Tułacza. Czy zatem gości można lekceważyć? Absolutnie nie, bo w zasadzie dlaczego ktoś miałby to uczynić? Oczywiście, Puszcza w ostatnich dwóch meczach straciła osiem goli nie zdobywając żadnego i zwłaszcza porażka z GKS-em Katowice wywołała niemałą burzę, która nastąpiła po tym spotkaniu. Żubry wykorzystując przerwę reprezentacyjną zaszyły się w Arłamowie, gdzie dość mocno i intensywnie pracowano nad różnymi rozwiązaniami po to, żeby znów być nieprzewidywalnym rywalem. Radomiak nie może się zatem rywali obawiać, ale w żaden sposób nie może podejść do tego meczu na pół gwizdka. Przeciwnik przyjeżdża niczym bokser, który przyjął konkretnego gonga na twarz, ale stoi na nogach i za wszelką cenę chce zmazać ostatnie niepowodzenia. Delikatnym faworytem meczu będą Zieloni, bo patrząc jednak typowo piłkarsko trudno nie odnieść wrażenia, że kadrowo są lepszą drużyną. Problemem są natomiast wspomniane kontuzje, ale i zawieszenia piłkarzy. Na plac przy Struga 63 z pewnością nie wybiegnie Raphael Rossi, a wobec krótkiego pola manewru w formacji defensywnej należy spodziewać się na środku obrony obok Rahila Mammadova cofniętego ze swojej nominalnej pozycji środkowego pomocnika, czyli Luizao. Do gry powinien być gotowy Vagner Dias, który doznał urazu w sierpniowy meczu z Górnikiem. W drużynie Puszczy naturalnie akcje ofensywne będzie napędzał znany i ceniony ze względu na swoje zasługi dla Radomiaka Dawid Abramowicz, ale niewiadomą będzie pozycja bramkarza, bo choć ostatnio do klatki wskoczył młodziutki Michał Perchel, to możliwe, że sztab niepołomiczan zdecyduje się na roszadę wystawiając Kewina Komara.

W poniedziałek zarówno Radomiak jak i Puszcza zagrają nie tylko o punkty, których solidarnie potrzebują jak tlenu, ale także o chwilę oddechu i względnego spokoju wewnątrz. Zwycięzca weźmie wszystko, a remis z perspektywy gospodarza będzie jak porażka.

Bartłomiej Jędrzejczak
20 października, 2024

Bartłomiej Jędrzejczak

Z Radomiakiem od 2019 roku, ale urodzony z zielonym sercem. Z racji pochodzenia wcześniej jedynie śledzenie wyników i ciekawość miasta oraz klubu, która apogeum osiągnęła w czasach mojego studiowania w Radomiu. Przez te lata przy Zielonych obserwowałem kolejne awanse, które zaprowadziły nas do bram Ekstraklasy.

X (Twitter)
Facebook
Instagram
YouTube