
Mistrzostwa Europy, Copa America, 55 dni oczekiwania na powrót ligi i wreszcie powrót do domu – kibice Radomiaka z pewnością zdążyli już stęsknić się za zespołem i graniem przy S63. Po przystawce jaką były zmagania w ,,Blaszoku” czas na lipcowe danie główne serwowane w domu, a przeciwnikiem będzie nie byle kto bo mistrz Polski – Jagiellonia Białystok.
O ostatniej sobocie słów kilka…
Podopieczni Bruno Baltazara rozpoczęli zmagania w naszej lidze od wyjazdowej potyczki z beniaminkiem z Katowic i mimo sporych zawirowań przed samą inauguracją ( zakaz transferowy który wisiał na stronie FIFY jeszcze na tygodniu, czy przeciętna dyspozycja ofensywy w sparingach) z ciężkiego terenu udało się przywieźć komplet punktów. Humory wśród kibiców były po tym spotkaniu mocno mieszane, można śmiało powiedzieć, że opinie podzielone zostały pomiędzy dwa obozy – ,,tych którzy widzą szklankę do połowy pełną bądź pustą”, a jeśli miałbym samo ocenić to spotkanie, to chyba mimo wszystko jestem gdzieś jeszcze pomiędzy.
Bo z jednej strony zobaczyliśmy bardzo przyzwoitą pierwszą połowę, w której Radomiak potrafił momentami dominować przeciwnika i skutecznie wykorzystać przynajmniej połowę dogodnych sytuacji, to chyba zgodzimy się, że Rocha mógł, a nawet powinien zakończyć tą połówkę z klasycznym hattrickiem, a Rafał Wolski dorzucić coś od siebie do siatki.
Formacja defensywna? Poprawnie – solidnie Rossi i Cichocki, świetny Grzesik i obiecujący (choć zbierający frycowe) Ouatarra. Środek pola również na czwóreczkę, ja osobiście zbudowany byłem przede wszystkim powrotem do składu Roberto Alvesa, który niesamowicie harował na boisku i pokazał, że warto było na niego czekać.
Z drugiej strony postawa Radomiaka po przerwie i tutaj zgodzimy się chyba wszyscy: do zapomnienia… a może wręcz przeciwnie? Do zapamiętania?! Niech do głów piłkarzy ktoś wbije raz na zawsze to, że już tak tragicznie prowadząc w meczu zagrać nie można. Gdyby przeciwnik był tego dnia troszeczkę cwańszy i skuteczniejszy, to ten mecz skończyłby się dla Zielonych naprawdę źle, mówiąc źle – myślę sobie jakąkolwiek stratą punktów w meczu którym trzeba było wygrać.
Odbiór tego spotkania jest zatem dla mnie mocną zagwozdką, czymś z czym mierzyłem się przez kilka dni, natomiast na koniec tygodnia pomyślałem sobię – pal licho! Mamy 3 punkty, mecz z kategorii ,,przepchniętych”, za parę miesięcy nikt nie będzie pamiętał o stylu jeśli będą zgadzały się kolejne mecze. A jeśli nie będą się zgadzały to pomyślimy sobie za chwilę: ,,Przynajmniej mamy z nimi pierwszy wygrany mecz i pozytywny bilans bezpośredni, a rewanż u siebie”.

Spokojny tydzień w oczekiwaniu na transfery.
Nie ma nic przyjemniejszego niż obudzić się w niedzielny poranek bez kaca po przegranym meczu, jeszcze milej – zaparzyć poniedziałkową poranną kawę i powoli nakręcać się na nowy tydzień z ekstraklasą. Gdy w klubie zrobiło się nieco spokojniej, opadł kurz presji związanej z pierwszym występem, a na koncie ligowym dopisano pierwszy komplet punktów wydawać by się mogło, że już nic nie będzie niepokoiło mojej ,,Zielonej” duszy.
Ale nie do końca. Bo im dłużej wspominam i analizuje to nasze pierwsze starcie ligowe, a w pamięci mam również poprzedni sezon to chciałbym żebyśmy nie zachłysnęli się tym ,,starterem” a dalej konsekwetnie podążali drogą uzupełnienia składu który wciąż wymaga wzmocnień.
Wciąż bowiem nie wiemy czy Zié Ouattara będzie w stanie wskoczyć w buty Dawida Abramowicza (w Katowicach wędrował na prawą obronę) i czy Janek Grzesik będzie w stanie grać tak dobre spotkania na właśnie tej pozycji jak to miało miejsce w sobotę. Generalnie lewonożny zawodnik na pokrycie defensywy / wahadła / pomocy przydałby się jeszcze w tej ekipie.
Wciąż bowiem nie wiemy jak będzie wyglądała sytuacja z Leonardo Rochą, bo jeśli gość otworzył worek z bramkami już w I kolejce i (daj Boże) podtrzyma niezłą skuteczność – to czy uda nam się go utrzymać dłużej niż do września? A jeśli nie – to czy mamy w planach następce? Mówi się o Mauridesie, mnie ta wizja nie przekonuje.
I na koniec – wydawać by się mogło, ze w obliczu posiadania trzech stoperów (Cichocki, Rossi, Mammadov) przydałoby się ten skład kimś uzupełnić, tutaj jednak wszystko wskazuje na to, że w Radomiu już niedługo powinien pojawić się Chińczyk – Shaocong Wu. Ten transfer na pewno będzie sporą niewiadomą jeśli chodzi o umiejętności zawodnika, ale marketingowo – na pewno będzie to strzał w dziesiątkę.

Bruno Baltazar – czyli nie tylko bieganie i kopanie, również mental.
Trener Baltazar zapowiedział na ostatniej konferencji, że Radomiak poszukuje wyczekiwanych przez kibiców wzmocnień do składu, a obok stricte umiejętności piłkarskich decydować będą również aspekty charakterologiczne. Według wiedzy przekazanej nam przez portugalskiego szkoleniowca na lewą stronę oferowanych mu było blisko 50 piłkarzy, którzy ostatecznie – z różnych względów zostali odrzucani. Jeśli w tych słowach naprawdę jest choćby ,,ziarenko prawdy” to wypada się tylko cieszyć, że mimo mocno ograniczonych możliwości finansowych nie bierzemy piłkarzy z łapanki i nie przyglądamy się tylko tym, ktorzy potrafią prosto kopnąć piłkę. Piłkarz to jednak też człowiek, klub to jednak też instytucja, drużyna to jednak też pewna grupa, a wpuszczenie piranii do akwarium pełnej drobnych rybek mogło by zniszczyć cały koncept budowania drużyny.
Żeby jednak nie było za kolorowo i nie wyszło na to, że twierdzę, że wszyscy nasi piłkarze stoją na odpowiednim poziomie mentalnym w tym zespole i już nie trzeba nad nimi pracować to nie,nie nic z tych rzeczy! Pokazała to druga połowa w Katowicach, pranie Bruno – nad tym trzeba jeszcze mocno popracować, bo tak nonszalancko to my grać po prostu nie możemy.

Zbudować twierdze na S63, bądź stać się aligatorem w fosie!
Na pewno każdy z Was wiąże z nowym sezonem pewne nadzieje, kazdy nma swój sposób o czymś myśli, marzy, coś od tego zespołu wymaga.
Są pomiędzy Wami tacy optymiści jak Bruno Baltazar, który zapowiada walkę o jak najlepszą pozycję w ekstraklasie w historii klubu, czyli miejsce szóste (Po pierwszej kolejce to nasza lokata w tabeli, kończymy ligę? 😛 ), są również tacy którzy po prostu – nie chcą drżeć do końca o utrzymanie.
Jeżeli zapytalibyście mnie jakie są moje oczekiwania na ten sezon, to na chwilę obecną odpowiedziałbym Wam, że chciałbym zobaczyć przede wszystkim walkę, a zwłaszcza przy Struga.
Bo o ile te mecze wyjazdowe w ostatnich dwóch sezonach wyglądały naprawdę przyzwoicie, o tyle to właśnie mocny i solidny Radomiak jako gospodarz osiągnął jak do tej pory najlepszą lokatę w historii klubu (miejsce 7 w sezonie 2020/2021). A przypominamy to wszystko miało miejsce na Narutowicza, w miejscu którym mogło zasiąść dużo mniej ludzi, ten doping aż tak ,,nie niósł” i gdzie nigdy nie czuliśmy się jak w domu.
Pora zatem Panowie na projekt ,,Twierdza na Struga”, pora by wraz z budującymi się dwoma trybunami postawić również mocne mury obronne i zasieki, a do fosy wpuścić głodne walki aligatory. Niech ta drużyna pokazuje w każdym meczu piłkarskie ,,jaja”, a każdy zespół przyjeżdżający do Radomia czuje presję gry na tym obiekcie.
To jak Panowie, deal?
Felieton człowieka, który nigdy nie czuł się komfortowo z piórem 😛


🤔…..bez “cukrzenia” i krotko: “Panie” Grześ naprawdę nieźle się to czyta jak na felieton człowieka, któremu pióro “rzekomo” miałoby przeszkadzać a papier dodatkowo utrudniać robotę😉👍. Czekam na dalsze…..felietony “zielonego redaktora bez pióra”👊